piątek, 12 czerwca 2015

Historia Herobina

Postanowilem nabazgrac wlasne opowiadanko. Prawdopodobnie nie bedzie w nim creepera. "Gatunek" opowiesci to survival. Jak sama nazwa wskazuje w opowiadaniu glownie chodzi o herobrine'a. bohaterem jest steve. kolejne czesci prawdopodobnie beda krotsze chodziaz moze uda mi sie nabazgrac dluzszy odcinek. zapraszam do czytania.

[spoiler=Część 1 - Początek przygody.]Obudziłem się na wielkiej wyspie, na plaży. Wstałem i rozejrzałem się za cywilizacją. Niestety byłem tu sam. Usiadłem na piasku i zacząłem myśleć kim ja w ogóle jestem. Kolejne
niepowodzenie. Nic nie wiedziałem. Wstałem i zacząłem szukać schronienia. W gęstej mgle zobaczyłem postać wyglądającą jak ja; z jednym wyjątkiem - miała puste, białe oczy. Poszedłem w jej stronę. Zaczęła uciekać wtapiając się w mgłę. Bez zastanowienia ruszyłem za nią. Dość szybko się zmęczyłem, więc zaprzestałem pościgu przy wielkim pagórku w lesie. Po dziwnym osobniku nie został żaden ślad. Zaczęło się ściemniać. Zacząłem kopać w pagórku małe pomieszczenie, by się schować przed możliwą, złą pogodą. Gdy skończyłem robotę, w oddali zobaczyłem odchodzącą ode mnie świnię. Ruszyłem w jej kierunku, by ją zabić i mieć co jeść. Później wróciłem do schronu. Było całkowicie ciemno. Od tego widoku prawie zemdlałem...

Przed moim "domkiem" stała jakaś roja potworów. Chciałem się wycofać, lecz banda mnie zauważyła i ruszyła na mnie z atakiem. Nie miałem sił, by uciec, więc rzuciłem się do wejścia schronu. Udało mi się uniknąć deszcz ostrych strzał i bezpiecznie wejść do środka. Zamurowałem wejście tak, że żaden z tych potworów nie mógł tu wejść. Nie mogłem zasnąć - nieustannie myślałem o tych zombie, pająkach i szkieletach. W końcu coś się stało. Trochę światła wpadło do pomieszczenia, a na dworze było słychać krzyki. Odbarykadowałem wejście i wyszedłem na powierzchnię. Te okropne monstra zaczęły się palić z powodu światła pięknego słońca. Z jednego zombie wypadła kartka z małą notatką:
BAZA – OPUSZCZONA WIOSKA. NOWY CZŁOWIEK NA WYSPIE - STEVE.
Zacząłem myśleć o tym imieniu: - Steve? Tak to chyba moje imię. Od tej pory zacząłem się tak przedstawiać. Kolejna szokująca scena: Znowu objawił mi się tajemniczy osobnik. 

Znowu zacząłem go gonić. Byłem całkowicie pewien, że uda mi się go złapać. Goniłem go i się nie męczyłem lecz nagle moim oczom ukazał się piękny drewniany domek. Zakończyłem pościg, bo wiedziałem, że jest bezcelowy. Mój sobowtór mógł biegać w nieskończoność. Wszedłem do domku. Moim celem było znalezienie informacji o jakiejś ludności. Od razu zobaczyłem zdjęcia. Była na nich cywilizowana, szczęśliwa wioska. Nagle coś usłyszałem. Odwróciłem się. W drzwiach stał On. Ze strachu lekko podskoczyłem. Nagle automatycznie zamknęły mi się oczy. Pojawiło mi się coś jakby portal. Oczy mi się otworzyły i zacząłem upadać...
[/spoiler]
[spoiler=Część 2 - Nie jestem tutaj sam.]Obudziłem się w jakiejś jaskini. Nie byłem tu sam. Przede mną siedział wysoki i silny mężczyzna rozpalający ognisko.
- Zemdlałeś. - powiedział.
- Kim jesteś? - odparłem.
- Nazywam się Rendgar. Znalazłem cię nieprzytomnego w domku Herobrine'a.
- W domku kogo?
- A, więc nie wiesz o co chodzi. Opowiem ci tą historię od początku:

Kiedyś na tej wyspie żyła sobie szczęśliwa wioska. Ja do niej należałem. Pewnego dnia przyszedł do naszych progów dziwny pustelnik zwany Herobrine. Zamieszkał w naszej wiosce. Był to najzwyklejszy świr. W kółko gadał o jakichś potworach i portalu, lecz ludzie z wioski go nie słuchali. Herobrine się zemścił i nasłał grupę zombie, szkieletów i innych stworów na naszą wioske. Przeżyłem tylko ja i mój znajomy.
- Gdzie on jest? - wyrwałem się.
- Daj mi skończyć historię. Nie żyje. Po zniszczeniu wioski, stwory zabójcy zrobiły sobie tam bazę. On jednakże szukał żywych ludzi do zbudowania tego portalu. Ten mój znajomy dał się podejść i zbudował ten portal. Jednak coś poszło nie tak. Gdy Herobrine wszedł w ramy portalu, ten wybuchnął, a Herobrine stracił ciało - dlatego każda osoba widzi go jako siebie z wyjątkiem białych oczu.
- Ja taki portal zobaczyłem w głowie zanim zemdlałem.
- To manipulacja Herobrine'a. Teraz namawia tak ludzi do zbudowania portalu, bo już nie ma ciała i nie potrafi mówić. Musimy jakoś pokonać Herobrine'a i zapobiec zbudowaniu kolejnego portalu.
- Dlaczego sam go nie zbuduje? - zapytałem.
- Wcześniej po prostu mu się nie chciało i szukał kogoś do pomocy, i by go również przekonać, że warto odkryć co jest za portalem. Teraz nie ma sił i ledwo dycha, dlatego musimy się go pozbyć jak najszybciej. Odpocznij teraz. Jest wieczór. Rano wypływamy na Wyspę Strachu...[/spoiler]
[spoiler=Część 3 - Wypływamy!]Nastał ranek. Obudziłem się. Wstałem i wyszedłem na dwór. Czekał tam na mnie mój towarzysz Rendgar. Szykował łódź do odpływu.
- Wyspałeś się? - zapytał.
- W miarę. Słuchaj, co to jest ta Wyspa Strachu? - zapytałem.
- Opowiem ci to jak będziemy płynąć, wtedy będzie wystarczająco czasu. Chcesz pokonać Herobrine'a czy nie?
- Owszem, chcę.
- Czyli płyniesz ze mną. Teraz idź zjeść śniadanie i pakuj swoje balasty. Za godzinę wypływamy.
- Tak jest! - odpowiedziałem i poszedłem na świeże śniadanko.
Po posiłku szybko pobiegłem do swojego schronu w pagórku pozabierać ważne rzeczy, na szczęście długo nie szedłem. Zabrałem: plecak, trochę żywności i resztę ważniejszego ekwipunku.

Nie minęła godzina, a już siedzieliśmy w łódce. Rendgar zaczął opowiadać o Wyspie Strachu:
- A więc teraz płyniemy na Wyspę Strachu, a ty chciałeś wiedzieć po co. Aby pokonać naszego wroga musimy poprosić o pomoc armię dziwnych istot o pomoc, bo nie mamy innego sposobu na zabicie go. Gdy dopłyniemy będziemy musieli piechotą zagłębiać się w ciemność, aż spotkamy jakiegoś stwora.
- OK! Ale jak długo to może trwać?
- Niewiem. Ale to jedyne wyjście. Poprosimy umarłych, by zajęli się armią Herobrine'a, a my i Przywódca pokonamy jakoś tą kreaturę zła.
- A czy Umarli nie będą chcieli się do niego przyłączyć?
- Nie. Dlaczego? Ponieważ oni chcą mieć wieczny spokój, nie chcą podbijać świata. Pomogą nam, bo spoczywa na nich klątwa.
- Jaka klątwa?
- Nie odejdą z tego świata, póki nie zrobią czegoś dla ludzkości. Pomogą nam i będą mogli opuścić ten świat.
- Czyli plan mamy taki: Na lądzie idziemy w głąb wyspy póki ich nie spotkamy?
- Dokładnie tak. Ale teraz powiem ci coś dziwnego. Nie dopłyniemy tam jeśli nie zaśniemy. Dlatego nikt nie zna położenia tej wyspy.
- Czyli, że my na tej wyspie będziemy mniej więcej jak we śnie?
- Dokładnie. A teraz idziemy spać.

Poczułem jakieś uderzenie. Otworzyłem oczy. Statek wylądował na zamglonej wyspie.
- Rendgar! - krzyknąłem.
Nikt nie odpowiadał. Spojrzałem w dół. W wodzie leżał mój martwy towarzysz...[/spoiler]
[spoiler=Część 4 - Przybycie (by Infernal)]Przerażenie. Złość. Zdenerwowanie. Wszystkie te negatywne uczucia wypełniły mój umysł, przyćmiewając zdolność racjonalnego myślenia. Leżałem tak w bezruchu na złocistym piasku, który lekko muskały fale rozsierdzonego morza. Mój przyjaciel poszedł już na dno – po kilku chwilach, wciągnęły go odmęty tych morskich otchłani. Jedyne, co ujrzałem, nim zniknął, to czerwony kwiat krwi, rozkwitający na jego klatce piersiowej. Co mogło uczynić mu tak straszny los..? Kawałki łodzi rozbitej o brzeg unosiły się na falach. Starając się opanować, powoli podniosłem się na nogi. Czułem straszliwy ból w krzyżu. Jęcząc, wściekły rzuciłem do samego siebie:

-Do jasnej cholery, czy to musi się tak kończyć!?

Morze jednak, niewzruszone, nie zareagowało na moje krzyki. Nie docierał tu żaden dźwięk, a ze wszystkich stron otaczała mnie mgła, rozmywająca się nieznacznie, im bliżej była plaży. Znaleźć nieumarłych.. To było moje zadanie. Tylko od czego mam zacząć..? Brodząc we mgle, ruszyłem w stronę przeciwną, od znajdującej się za mymi plecami plaży. Zapewne gdzieś ponad chmurami było słońce, jednak nie mogłem go dostrzec – niech tą mgłę porwie cholera! Idąc tak przed siebie, odczuwałem wciąż niepokój, jednak w mniejszym stopniu, niż to było przed momentem. Co mogło znajdować się dalej, w głębi wyspy?[/spoiler]
[spoiler=Część 5 - Wyspa.]Szlag.. W drodze przez te zamglone, porażające swą nieprzyjazną aurą pustkowia Mrocznej Wyspy, straciłem ubranie i cały dobytek. Do jasnej cholery, biegnę cały czas przez tą opustoszałą krainę, mając na sobie zaledwie bokserki! Od dwóch godzin nieprzerwanie parłem przed siebie. Napotkałem jedynie kilka drzew – wszystko pokrywała zielona trawa, tak niepasująca do tego miejsca.. Zacząłem odczuwać głód i pragnienie – jednak warunki mi nie pozwalały na zaspokojenie tych potrzeb…
Po trzech godzinach tułaczki dotarłem do czegoś, co zapewne jest zrujnowaną wieżą, tak przynajmniej wygląda z odległości kilku metrów, choć to może mgła do tego stopnia zniekształciła zupełnie coś innego.. Powoli, wyczerpany, podszedłem bliżej temu nieznanemu obiektowi. A jednak, nie myliłem się. Była to zrujnowana, pokaźnej wielkości latarnia morska. Prawdopodobnie strawił ją pożar, choć nie mi przypuszczać, co się tu stało… Wszedłem do wnętrza pomieszczenia. Oprócz popiołu, znalazłem jedynie niewielką tabliczkę, z napisem:

„To co umarłe nie musi znajdować się pod ziemią”

Przypomniało mi się jedno z podań, czy też legend. Rzekomo nocą, na takich pustkowiach, pojawiały się wszelkie umarłe istoty, które nie miały szans zaznać wiecznego odpoczynku. Dotychczas wydawało mi się to absurdalne. Najwyraźniej, by spotkać umarłe istoty, muszę poczekać do nocy.. Cholera, jak ja wytrzymam bez pożywienia?[/spoiler]
                                                druga część niedługo
Źródło: http://wojtekporadnik.blogspot.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz